AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI

Ojciec kontratakuje – „Toni Erdmann”

Niemieckie kino wciąż kojarzy się głównie z próbami przepracowania haniebnej, wojennej przeszłości. Niewiele miejsca pozostaje wówczas na humor. Tę lukę wypełnia „Toni Erdmann”.

Najnowszy film Maren Ade stał się prawdziwą sensacją tegorocznej edycji festiwalu w Cannes. Co ciekawe, niewiele brakowało, by w wyścigu o Złotą Palmę Toniego Erdmanna zabrakło. Początkowo film miał trafić do mniej prestiżowej sekcji festiwalu (Un Certain Regard). Dopiero w noc poprzedzającą oficjalną konferencję prasową, podczas której miały zostać zaprezentowane nominowane tytuły, zapadła decyzja o starcie filmu w Konkursie Głównym.

To jednak nie pierwszy sukces w karierze niemieckiej reżyserki i producentki. Już jej debiut, „Der Wald vor lauter Baumen” z 2003 roku, wyświetlano z sukcesem w Toronto i na Sundance, gdzie został nawet wyróżniony przez jury Nagrodą Specjalną. Z kolei następny film Ade, „Wszyscy inni”, w 2009 roku zdobył Grand Prix Jury na festiwalu w Berlinie. Po tej premierze reżyserkę porównywano do takich mistrzów europejskiego kina jak Michelangelo Antonioni czy Roman Polański.

„Toni Erdmann” fabularnie stoi w opozycji wobec poprzedniego filmu „Ade”. Tym razem celem historii nie jest udowodnienie, że wtargnięcie nieproszonego gościa do związku nigdy nie może skończyć się dobrze. Jej bohaterami są jednostki samotne, choć połączone więzami krwi. To zapis kilku dni z życia ojca i córki, których drogi schodzą się w Bukareszcie. Ona zostaje wysłana do Rumunii przez korporację, dla której pracuje, on zaś podąża jej śladem.

Ojciec (Peter Simonischek) zakłada mało twarzową perukę, sztuczną szczękę i zdecydowanie niedopasowany garnitur. W tej oto odstręczającej charakteryzacji bez pytania wejdzie z butami w poukładane życie Ines (Sandra Huller) i posługując się terapią szokową, obnaży przed nią rozmiar oraz efekty pracoholizmu, w jaki popadła. Stary jak kinematograf mechanizm zderzenia dwóch pokoleń jest tutaj jednak naoliwiony sporą dawką absurdalnego humoru. „Toni Erdmann” zawiera też sporo nieoczywistych refleksji. Wszystkie te składniki czynią go iście wybuchową mieszanką, która ani przez chwilę nie przestaje zaskakiwać.

Maren Ade po raz kolejny udowadnia, że posiada niezwykły dar przenoszenia pozornie najprostszych emocji na ekran w sposób przekonujący, ani na moment nie popadając w patos czy fałszywy ton. Być może w kreśleniu wiarygodnej pod kątem psychologicznym historii dopomogły jej także osobiste doświadczenia. Postać ojca jest bowiem inspirowana tatą reżyserki, który podobno czasem nosił dla żartu sztuczne zęby. Prawdę wpisaną w tę historię niosą także na swych barkach aktorzy – Peter Simonischek i Sandra Huller stworzyli na fenomenalny duet i znakomicie się uzupełniają. Przeszywający, emocjonalny chłód Ines może zostać przełamany tylko przez nadpobudliwą, wręcz niezrównoważoną energię ojca.

Zdawałoby się, że prawie trzygodzinny metraż jest w komedii niepotrzebny, a nawet może okazać się irytujący. Niektóre zachowania ojca wobec Ines stają się próbą wytrzymałości psychicznej nie tylko dla bohaterki, ale również samego widza. Jednak seans nie dłuży się w ogóle, a poza orzeźwiającą dawką humoru otrzymujemy także otrzeźwiające prawdy o tym, co w życiu jest najważniejsze.

Pokaz „Toniego Erdmanna” o 18:15 w Kinie Lubelskim.

Monika Żelazko, Głos Dwubrzeża

« »
© Festiwal Filmu i Sztuki Dwa Brzegi Kazimierz Dolny Janowiec nad Wisłą
Projekt i realizacja: Tomasz Żewłakow