AKTUALNOŚCI

AKTUALNOŚCI

Portrety emocjonalne – Tomasz Wasilewski

O przypadkowych spotkaniach, opowiadaniu poprzez ciało i planach na przyszłość z Tomaszem Wasilewskim rozmawia Łukasz Kolender.

Łukasz Kolender: W „Zjednoczonych stanach miłości” zabierasz widzów w podróż do początku lat 90. Czy ten okres fascynuje Cię ze względu na osobiste doświadczenia, czy raczej na wyjątkową sytuację polityczno-społeczną?

Tomasz Wasilewski: Wróciłem do tego czasu przede wszystkim dlatego, że zacząłem myśleć o swoich rodzicach jako o ludziach, którzy na przełomie lat 80. i 90. byli mniej więcej w moim wieku. Przypomniałem sobie ludzi, których spotykałem w tamtym czasie i uświadomiłem sobie, że stawali oni przed zupełnie innymi wyborami niż ja, człowiek, który wychował się i spędził większość życia w wolnej Polsce. To był zalążek pomysłu. Wciąż miałem też w pamięci coś w rodzaju pocztówek z tamtego czasu i połączyłem to wszystko w jedną opowieść. Nie interesowała mnie zbytnio sfera historyczna. Społeczna już bardziej, ponieważ społeczeństwo wpływało na wybory moich bohaterek, ale cały czas myślałem przede wszystkim o ich emocjonalności.

Znaczący jest też wybór miejsca akcji, blokowiska w prowincjonalnym mieście – taka sceneria jest Ci osobiście bliska? Czy myślałeś również o tym, że blok daje charakterystyczne możliwości dramaturgiczne, pozwala wykorzystać ciasnotę mieszkań i przypadkowe spotkania na klatce schodowej?

Nie, po prostu w ten sposób pamiętam ten czas. Całe życie mieszkałem w blokach. Te budynki i społeczność, która nas otacza w codziennym życiu, były dla mnie naturalne. Dlatego chciałem do tego wrócić. Ale myślę, że te kwestie, o których wspomniałeś, można zobaczyć w każdym moim filmie.

Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć trzy krzyżujące się ze sobą historie zamiast skupić się na jednej, wybranej bohaterce?

Pamiętam taką historię ze swojego życia: w przypadkowej sytuacji spotkałem całkowicie obcą kobietę, nic o niej nie wiedziałem. Zacząłem się zastanawiać nad tym, co ona przeżywa i uświadomiłem sobie, że bardzo często spotykamy w życiu ludzi, o których tak naprawdę mało wiemy. Dotyczy to nie tylko przypadkowo spotkanych osób, ale też tych, które są w naszym życiu obecne. Takie warstwowe ułożenie fabuły, polegające na tym, że najpierw opowiadam o Agacie, potem o Izie i o Renacie, a w tym wszystkim obecna jest jeszcze Marzena, pozwala mi na opowiedzenie właśnie o tym zjawisku. Na początku widz skupia się na emocjach Agaty i widzi te pozostałe kobiety jako satelity wokół niej. Kiedy jej historia się kończy, a zaczyna opowieść o Izie, która wcześniej była bohaterką pozorną, okazuje się, że przeżywa ona taki sam, a może nawet większy ból niż Agata.

Dlaczego postanowiłeś przyjąć perspektywę kobiet? Czy ich spojrzenie na początek lat 90. różniło się od męskiego?

Mój ojciec w tym czasie wyjechał z Polski, podobnie jak mąż Marzeny w filmie, a ja zostałem w domu z mamą i starszą siostrą, często odwiedzały nas też ich koleżanki. Okres transformacji kojarzy mi się więc wyłącznie z kobietami, dlatego chciałem opowiedzieć właśnie o nich.

O najtrudniejszych, najbardziej ekstremalnych emocjach opowiadasz poprzez ciało. Pokazujesz fizyczne reakcje bohaterek, ich płacz, spazmy, skurcze mięśni. W wielu scenach istotną rolę odgrywa nagość. Skąd ta fascynacja cielesnością?

Cielesność jest dla człowieka czymś najbardziej naturalnym. Ja opowiadam o najprostszych rzeczach, o ludziach zza ściany. Wykorzystuję więc najzwyczajniejsze sytuacje, a w nie wpisane jest ludzkie ciało. Sam jestem bardzo fizyczną osobą i uwielbiam ciało, które często mówi więcej niż tysiąc słów. Dlatego używam go w swoich filmach.

Lubisz otwarte zakończenia, pozostawiasz swoje bohaterki na rozstajach dróg. Masz swoją wersję dalszych wydarzeń, ukrytą przed widzem?

Być może mam, ale raczej się nad tym nie zastanawiam. Nad scenariuszem pracuję do końca montażu, kiedy eliminuję wiele dopowiedzeń, które są w tekście i zostały nakręcone. Wierzę, że im bardziej film jest otwarty, tym większa szansa, że dotrze do widza i odczuje on emocje bohaterów.

Hasło „Zjednoczone stany miłości” kojarzy się z jakąś pozytywną, niemal hipisowską ideą. A jednak wydźwięk filmu jest inny, jego głównym tematem wydaje się niemożliwy do zaspokojenia głód emocjonalny. To ironiczny tytuł?

Nie, nigdy nie myślałem nim w ten sposób. Zjednoczone stany miłości to zjednoczone stany tych wszystkich emocji, które te kobiety przeżywają. Wszystkie bohaterki na swój sposób przeżywają miłość i wszystko to, co się z nią wiąże: pożądanie, ból, cierpienie, pragnienie, szczęście, łzy, euforię i przerażenie. Są w tym zjednoczone, nic o tym nie wiedząc.

Pracujesz już nad kolejnym scenariuszem?

Tak, piszę nowy film, to będzie emocjonalny portret bardzo dojrzałej kobiety. Tym razem akcja będzie rozgrywać się współcześnie.

Rozmawiał:  Łukasz Kolender, Głos Dwubrzeża

« »
© Festiwal Filmu i Sztuki Dwa Brzegi Kazimierz Dolny Janowiec nad Wisłą
Projekt i realizacja: Tomasz Żewłakow